TEMAT NA CZERWIEC 2023 – PRZYPOWIEŚĆ O KOCHAJĄCYM OJCU Łk 15, 11-32
Przypowieść o synu marnotrawnym to niezwykła opowieść o miłości Boga do człowieka. Zaczyna się ona dosyć zaskakująco, ponieważ padają słowa z ust młodszego syna: „Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada”. Podział majątku dokonywany jest przecież po czyjejś śmierci, a tu mówi syn do żyjącego jeszcze ojca. Jak syn może prosić o podział majątku kiedy ojciec nadal żyje? Jakże ciężko musiało być Ojcu na sercu, gdy zrozumiał jak jest traktowany. Cała ta sytuacja daje mu do zrozumienia, że nie jest już potrzebny, potrzebne są jedynie jego pieniądze, aby zacząć żyć po swojemu. Jest to sytuacja dosyć nietypowa na obecne, a tym bardziej na tamte czasy. Zauważmy, że nie jest to syn pierworodny. W tamtych czasach to syn pierworodny miał do wszystkiego pierwszeństwo, kolejni synowie brani pod uwagę w kwestiach majątkowych dopiero po pierworodnym i w kolejności przyjścia na świat. Ale młodszy syn już podjął decyzję, on nie przychodzi do ojca z pytaniem „czy mógłbyś mi dać część majątku która na mnie przypada?„ On żąda swojej części, gdyż pragnie wolności od wymagań, jakie stawia ojciec.
W tym momencie każdy z nas może utożsamić się z synem marnotrawnym, kiedy popełniamy grzech, odchodzimy, chcemy od teraz sami o sobie decydować, wydaje nam się, że już Pana Boga nie potrzebujemy. Chcemy, aby nie wtrącał się do naszego życia.
Jaka jest relacja ojca z synem marnotrawnym? Zauważmy, że syn nie przychodzi po radę, czy to wyjdzie mu na dobre, nie pyta o zdanie. To pycha podpowiada mu: dam radę sam, osiągnę sukces, bez niczyjej pomocy. Sam o sobie będę stanowił, co chcę będę robił, gdyż jestem niezależny. Chociaż te pieniądze stanowią część życia mojego ojca – by je zdobyć musiał nie raz ciężko pracować- chcę odejść daleko i żyć po swojemu, chcę poczuć wolność i robić co mi się będzie podobało, nie chcę ograniczeń związanych z radami ojca. Zwróćmy uwagę na fakt, że ojciec spełnia pragnienie serca synowskiego, nie sprzeciwia się. Nie wiemy też w jakiej są relacji, czy może ojciec wiedział o tym, że syn chce szukać szczęścia poza domem? Może wcześniej z nim o tym rozmawiał i to ustalili wspólnie? Wiemy jedynie to, że ojciec zgadza się na to nietypowe żądanie syna i spełnia je, „podzielił więc majątek między nich”. Nie dyskutuje i nie stara się przekonywać do swojej racji, pozwala mu odejść, zabrać wszystko co mu się należy i wyjechać z majątkiem w dalekie strony.
Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. Powstaje pytanie: dlaczego daleko? Może chce być jak najdalej od ojca, żeby się nie dowiedział jak żyje. Odpowiedzi na to pytanie nie ma. Wiemy, że syn trwoni majątek żyjąc rozrzutnie. Jednak co to znaczy żyć rozrzutnie? Wydawać pieniądze na przyjemności? Imprezy, alkohol, niemoralne życie? Takie myśli się nasuwają, kiedy słyszymy tę przypowieść, ponieważ takie wydatki kojarzą nam się z trwonieniem pieniędzy. Sami doklejamy łatkę synowi marnotrawnemu, że jest alkoholikiem, imprezowiczem, wydał pieniądze na życie seksualne. Takie oceny jego postępowania sugerują też słowa jego brata po powrocie do domu. „Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę”. Warte zastanowienia jest jego stwierdzenie, skąd on to wie, że brat roztrwonił majątek z nierządnicami? Może widział go, kiedy sam tam był ? Możliwe też, że pierworodny syn z zazdrości wymyśla przed ojcem wady brata, żeby postawić „syna marnotrawnego” w jeszcze gorszym świetle przed ojcem. Na co syn marnotrawny faktycznie wydał majątek ojca? Tego też dokładnie nie wiemy, może syn źle zainwestował? Może przegrał popadając w nałóg hazardowy? Może ktoś go oszukał?
To jest pytanie także do nas, na co ja i ty wydajemy majątek Ojca Niebieskiego, który w nas złożył. Czy nie marnujemy naszych darów i talentów, które dostaliśmy? Czy dzięki nim budujemy Królestwo Boże? Warto się zastanowić czy je nie trwonimy? A może wykorzystujemy złych celów, czyniąc krzywdę drugiemu człowiekowi, pozbawiając go radości i sensu życia. Może przyczyniamy się do tego, że inni stają się ofiarami naszego złego postępowania?
Powstaje kolejne pytanie: co robi ojciec pod nieobecność syna marnotrawnego? Czeka, nie szpieguje syna, nie nakłania do powrotu. Skąd możemy się o tym dowiedzieć? Gdyby ojciec pytał o niego na pewno by się dowiedział, co jego syn robi. Pozwala mu żyć po swojemu, tak jak chce, szanuje jego decyzje. Czeka z utęsknieniem. Ma nadzieję, że prędzej czy później wróci. Dzięki wielkiej miłości jaką ojciec go darzy, nie rozstali się oni w atmosferze niezgody. Syn odchodzi w pokoju. Dlatego jest w stanie wrócić, w innym wypadku mógłby sobie powiedzieć: „ojciec mnie nienawidzi, przeklął mnie i na pewno nie chce abym wrócił”. Możliwe, że też pamięta dobroć swojego ojca, jak zawsze go wysłuchiwał i wybaczał, kiedy był w domu i zawinił w czymkolwiek.
„A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał”. Ten młody człowiek zdał sobie sprawę, że znalazł się na dnie człowieczeństwa, że doszło do tego, iż nie może zjeść nawet resztek ze stołów. Uświadamia sobie, że jest niegodny dobroci jaką otrzymywał w rodzinnym domu, wtedy przychodzi mu do głowy pomysł o powrocie, sam mówi o sobie że jest nie godny nazywać się synem. „Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników”. Nie wraca, żeby naprawić relację z ojcem, dalej pragnie tylko zaspokoić swoje potrzeby.
„Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go”. Jak ojciec reaguje na powrót syna do domu ? On go wypatruje, przecież syn nie zaskakuje Ojca w domu, pukając do drzwi. To Ojciec wybiega na przeciw, co oznacza, że na niego czekał. Wyszedł daleko na spotkanie, na takie spotkanie wychodzi się, kiedy się długo czeka na kogoś szczególnie umiłowanego, kogo nie można się doczekać i tęsknota jest tak wielka, że nie pozwala czekać w miejscu.
Syn pierworodny natomiast reprezentuje tę grupę ludzi, którzy są blisko Boga, w wymiarze fizycznym, tzn. chodzą do kościoła, modlą się, ale są tak na prawdę jedynie niewolnikami wiary. Możliwe, że sami wyznaczają sobie jakieś modlitwy i różne inne praktyki religijne, które ich przerastają. W takiej „gorliwości” tracą relacje z Jezusem i wiara jest dla nich jak kula u nogi. Kiedy coś się dzieje oskarżają Boga powtarzając te słowa: „Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę”. Tyle Ci służę wypełniam wszystkie praktyki religijne i co? I nie mam nic? Drugi syn czuje się jak niewolnik, wypełnia nakazy, bo tak trzeba, ze względu na otaczających ludzi. Nie ma tu relacji synowskiej, męczy go wypełnianie woli ojca, pragnie życia przyjemnego i wesołego. Skąd on wie, że jego brat prowadził takie życie, jak sam ocenia. W głębi serca on sam tęskni za takim życiem, lecz może boi się konsekwencji. Nie jest z ojcem z miłości i przekonania, ale robi wszystko dla zachowania pozorów.
Warto zadać sobie pytanie, czy Bóg oczekuje od Ciebie tyle tych praktyk, które starasz się wykonać. Bardzo często sami sobie narzucamy „religijny rygor”. A Pan pragnie być w naszej codzienności, chce abyśmy zapraszali go do naszego życia. Do drobnych prac, do każdej rzeczy, tak po prostu, jak kogoś najbliższego. W ten sposób możemy z łatwością uczynić nasz cały dzień modlitwą. Kiedy każdą czynność ofiarujemy Panu.
Syn pierworodny nie powiedział ojcu o swoich potrzebach, przecież na pewno otrzymałby to koźlę, aby wyprawić ucztę ze znajomymi. Jednak on w tym domu czuje się jak niewolnik, który wypełnia polecenia. On wcale nie cieszy się z tego, że brat powrócił. Wręcz przeciwnie, zaczyna go oskarżać, aby siebie wybielić. Nie chce jego nawrócenia, przecież potem młodszy brat może jemu wytykać błędy. Co jeśli okaże się, że brat jest bardziej obdarowany np. różnymi łaskami? Powrót brata traktuje jako zagrożenie. Ponieważ boi się o swoją pozycję w domu.
Pan zachęca każdego z nas, przestań od dzisiaj być niewolnikiem, zacznij słuchać Mojego Słowa i rozmawiaj ze Mną o swoich potrzebach. Zapraszaj Mnie każdego dnia do swojego życia, oddawaj każdą chwilę, aby uświęcać każdy dzień, Ja Jestem Miłością i pragnę cię nią obdarowywać.
Przypowieść ta pokazuje nam przede wszystkim obraz miłosiernego Boga i Jego niezwykłą miłość do nas. Pan Bóg chce zwrócić naszą uwagę na Swoją Miłość i na to, że zawsze czeka na nas, szczególnie wtedy, gdy odchodzimy od Niego i chcemy żyć po swojemu. Kiedy nadzieję pokładamy w tym co zgromadziliśmy, w swoich umiejętnościach i pracy.
Ta przypowieść mówi o każdym z nas. Wraz z pojawieniem się na tym świecie, potem na chrzcie św. otrzymaliśmy majątek Ojca niebieskiego, przez różnorodne talenty, dary i łaski. Idziemy przez nasze życie, otrzymujemy coraz więcej tych darów niebieskich, gdyż Ojciec każdego z nas kocha miłością niezwykłą i wyposaża na drogę życia po królewsku. Od nas jednak zależy czy te dary rozwiniemy, czy zmarnujemy. Patrząc na swoje życie i postępowanie, muszę sobie odpowiedzieć na pytanie: z którym z synów się utożsamiam? Może odszedłem daleko i trwonię łaski od Ojca? A może jestem przy Nim tylko z przyzwyczajenia i ze względu na opinię ludzi ze środowiska? Muszę zweryfikować moje życie i zastanowić się co mnie oddala od Pana Boga. Czy robię coś, aby rozwijać się duchowo i być jak najbliżej Pana?
Jak jest w moim życiu? Czy moja wiara i postępowanie wynikają ze świadomego i dobrowolnego wyboru drogi z Bogiem ? Co kryje się „na dnie” mojego serca, szczęście z przynależności do Ojca, czy niezadowolenie i żal, że moje życie nie przebiega tak jakbym sam chciał je przeżyć? Czy zauważam te dary, które otrzymuję każdego dnia?
