TEMAT NA PAŹDZIERNIK 2022 – WPATRYWAĆ SIĘ W JEZUSA DO KOŃCA.
Dzisiejsze spotkanie to kontynuacja
Ewangelii św. Marka – rozważamy tekst Mk 15,33-47 wprowadza nas on w wydarzenia
związane z męką i śmiercią Pana Jezusa. Każde nowe doświadczenie przybliżające
Jezusa do męki powoduje coraz większe poczucie opuszczenia. Ewangelista
podkreśla, że to osamotnienie najbardziej spotęguje się na krzyżu i pokazuje,
że jest to najgłębsza istota grzechu ucznia. Uświadamia nam , że zostały
zerwane bliskie relacje z Nauczycielem, apostołowie odchodzą z powodu nie zrealizowania przez Jezusa ich oczekiwań,
a wreszcie porzucają Go w najważniejszym momencie. Opisując scenę pojmania
Jezusa św. Marek, w zakończeniu stwierdza, że: „wszyscy Go opuścili i
uciekli” Mk 14,50.
Sceny u najwyższego kapłana uświadamiają
nam, że wszystkie autorytety narodu żydowskiego: religijne, polityczne i
intelektualne najwcześniej odrzuciły Jezusa i Jego naukę. Ich zachowanie
potwierdza wcześniejszą wrogość. Szukają świadectwa przeciw Niemu, aby się Go
pozbyć. Dla Pana jest to odrzucenie tym boleśniejsze, że wśród tych ludzi nie
ma takich, którzy szczerze szukają prawdy. Są pełni nienawiści i gotowi zastosować
każdy podstęp, aby Go pogrążyć.
Ewangelista porusza też temat
opuszczenia Nauczyciela przez uczniów – zdrada Judasza, zaparcie się Piotra i
ucieczka innych, świadczą o trudnościach jakie oni przeżywają. Wspólnota
uczniów praktycznie nie istnieje, więź z Jezusem została zerwana, nie wiadomo
co dalej. Piotr usiłuje iść „z daleka”, lecz taka
„obecność” prowadzi do całkowitego odejścia. Potwierdza to trzykrotne
zaparcie się Mistrza. Najbliższy uczeń, „opoka” wypiera się Go, nie
wymawiając nawet imienia, wobec wszystkich zarzeka się, zaklinając na własne
życie. Zapowiedziany znak, pianie koguta, uświadamia Piotrowi jego grzeszność i
zagubienie.
Następne wydarzenia pokazują, że to
opuszczenie staje się bardziej publiczne. Zdrada Judasza, wydanie Jezusa
Piłatowi, przez autorytety narodu. Jest sądzony przez pogańskiego władcę i
okupanta. Piłat jest zadziwiony, że przyprowadzają tego Nauczyciela do niego i
żądają śmierci. Zdziwienie jego pogłębia się wobec faktu, że te tłumy ludu,
które szły za Jezusem, lgnęły do Niego, ponieważ je uzdrawiał, teraz krzyczą
ukrzyżuj. Wydawać by się mogło, że Ewangelista wykorzystał już wszystkie wątki,
aby podkreślić samotność Jezusa przekazywanego z rąk do rąk, doświadczającego
coraz brutalniejszych i krwawych gestów. Teraz dopiero zaczyna się prawdziwe
odrzucenie i pogarda. „Wyprowadzili Go”- pisze św. Marek – na
zewnątrz, poza miasto święte, poza wspólnotę Izraela. Jest na drodze na
Golgotę. umęczony i pogrążony przez niezliczone obelgi, wyczerpany, nie jest w
stanie dźwigać krzyża. „Przymusili Szymona z Cyreny, żeby niósł
krzyż” Mk 15,21. Jedynym pomagającym Skazańcowi jest przymuszony
przechodzień. Kiedy dotarł na Golgotę zabrano Mu nawet szatę, ” ci zaś,
którzy przechodzili obok, przeklinali Go, potrząsali głowami” 15,29 i
szydzili. Obok cierpienia fizycznego, Jezus znosi cierpienie duchowe i
psychiczne.
Przybicie do krzyża i konanie na nim to
centrum wydarzeń na Golgocie następuje
straszliwa agonia i śmierć. Jezus kona, nastają ciemności, On bierze na
siebie „ciemność” każdego grzechu, każdego naszego odejścia i
opuszczenia Boga. Opłakuje Go zaledwie garstka osób, stojących z daleka. I
Ojciec, który zawsze był w innych momentach, „przestaje odpowiadać na
modlitwy”. To wewnętrzne opuszczenie dokucza bardziej niż cierpienia
fizyczne, choć są one niezwykle dokuczliwe.
Następuje godzina piętnasta naszego czasu, Jezus krzyczy, umiera w
najgłębszym opuszczeniu, przechodząc przez największe ciemności naszego
grzechu. Cierpi za każde ludzkie oddalenie od Boga, jednocześnie Jego krzyk
pokazuje nam, że jest Panem największych ciemności i śmierci. Nawet Centurion,
będący świadkiem śmierci Jezusa, jest poruszony Jego konaniem i wypowiada
słowa, które stanowią sedno Ewangelii. Wyznaje, że „ten człowiek to Syn
Boży”. Tymi słowami rozpoczyna przecież św. Marek swoją Ewangelię:
„początek Ewangelii Jezusa Chrystusa, Syna Bożego”.
To co pozornie wydaje się końcem okazuje
się nowym początkiem. Bóg nie jest daleki, jest zawsze blisko Syna i wszystkich
ludzi. Wyznanie poganina odsłania nam tą prawdę, kiedy wydawało się, że wszyscy
uczniowie (oprócz Jana i Matki Bolesnej) zostawili Jezusa, nie ma nikogo, kto
pozostałby wierny, św. Marek pisze, że był ktoś, kto kroczył za Jezusem.
Chrystus nie był jednak sam, był jeszcze ktoś, kto przypatrywał się z daleka.
Matka Boża i grupa kobiet, one są niespodzianką, są „uczniami
nadziei” pośród mroku. Ewangelista przedstawia nam je, wymienia imiona i
mówi coś o ich życiu, nawróceniu i powołaniu. One zostały do końca. Stoją z daleka
i wpatrują się w umierającego, kontemplują.
Dobra Nowina rozprzestrzenia się. Przed
pogrzebem Pana okazuje się, że w Sanhedrynie Jezus ma swojego ucznia. Jego imię
wymienione jest pierwszy raz, Józef z Arymatei, jego zaangażowanie w pogrzeb
pokazuje na zażyłą więź a Nauczycielem. Każdy na swój sposób pragnie oddać Panu
cześć. Spotykamy również Nikodema, który wraz z Józefem oddają Jezusowi
„ostatnie przysługi” w ziemskim życiu.
Czytając dalej Ewangelię znowu spotykamy
kobiety, dowiadujemy się, że bacznie wszystko obserwują tak, jak na Golgocie.
Teraz są uważnymi świadkami pogrzebu, są one osobami wiernie kochającymi, aż do
grobu, chociaż znaki nowego życia i zmartwychwstania pozostają nadal
obietnicami. Na razie Jezus jest złożony w ciemnym grobie, na pogrzebie jest
zaledwie kilka osób. Nie ma apostołów, ciało Pana jest zimne i martwe,
zasłonięte ciężkim głazem.
Uważne spojrzenia kobiet zapraszają nas
do zastanowienia. W naszym życiu tam, gdzie czekają nas ciemności, gdzie
pojawiają się sprawy niezrozumiałe powodujące nasz lęk i pytania, jesteśmy
zaproszeni, aby przejść przez tajemnicę opuszczenia i milczenia Boga. Mamy
wiernie wpatrywać się kontemplując krzyż Chrystusa i wierzyć w nowy początek.
Wbrew pozorom czas ciemnej nocy grzechu
staje się czasem nowego początku, przejściem i dojrzewaniem do nowego życia,
które sprawia, że uczniowie odnajdują Jezusa. Ich relacje będą się bardzo
różniły od wcześniejszych, otrzymają nową misję.
Co ciekawe pierwszymi odbiorcami tego
nowego życia są osoby do tej pory nie bardzo widoczne. Grupa kobiet, które
wiernie chodziły za Panem, pozwalały by Jego Słowo je przemieniało, dlatego
były gotowe do wierności aż pod krzyż. Słowo Boże dociera do nas głębiej wtedy,
gdy je rozważamy, wtedy światło Ducha Świętego ma moc doprowadzić nas do prawdy
o nas samych i pouczyć o grzechu. Jezus posyła nam Ducha Prawdy, aby ukazał
każdemu z nas prawdę o sobie. W Słowie Bożym, które rozważam, daje mi światło
zrozumienia, jak postępować i jak właściwie oceniać swoje postępowanie.
Rozważanie Słowa i jego realizacja w
życiu pomaga zrozumieć wartość Sakramentu Pokuty. Modlitwa płynąca z serca
powstająca pod wpływem analizowanego Słowa Bożego pomaga poznać znaczenie tego
sakramentu. Muszę zrozumieć, że on pozwala mi stanąć przed Jezusem, otworzyć
moje wnętrze i wyznać wszystko co wyrzuca sumienie. Jest to czas dziękowania za
wierną Miłość Boga wobec każdego z nas, uwielbiania, jednocześnie rozeznawania
i wyznania moich niewierności, mojego zagubienia i grzechu.
Czytanie Słowa Bożego pomaga poznać
lepiej Jezusa, wtedy staje się dla nas
bliski. W świetle Słowa łatwiej poznać swój grzech. Prawda o uczniach Jezusa
pozwala nam zobaczyć siebie i zweryfikować swoje postępowanie w trudnych
sytuacjach życiowych.
Ewangelia pokazuje różne postawy
uczniów, każdy z nich dojrzewa do modlitwy sercem, ale najpierw musi rozeznać
swój grzech, wyznać go Panu, nawrócić się i uwierzyć na nowo. Św. Marek poucza,
że najważniejszą sprawą w życiu jest „być z Jezusem”, dlatego przygotowując
się do sakramentu pokuty każdy z nas powinien zapytać siebie o moją więź z
Jezusem. To jest najważniejsze. W centrum tego sakramentu nie jest nasz grzech,
ale Pan Jezus. Trzeba wtedy zapytać siebie: „jaka jest moja relacja z
Panem?.” „Czy jest we mnie pragnienie kroczenia razem z Nim drogą
życiowych wyborów?.” Jakże często czas przygotowania do sakramentu pokuty
spędzamy tylko na wyliczaniu naszych grzechów. Myślimy tylko o upadkach,
próbując je skatalogować do szybkiego wymienienia w konfesjonale. Trzeba tu
podkreślić, że wypowiedzenie prawdy o naszych niewiernościach i wyznanie jej
jest koniecznym warunkiem dobrego przeżycia spowiedzi. Nie jest to jednak jej
celem. Trzeba zdawać sobie sprawę, że Jezus w czasie spowiedzi uwalnia nas od
tego co nie pozwala być z Nim blisko. W tym sakramencie ważne jest
wypowiedzenie naszych grzechów i spojrzenie na nasze upadki w perspektywie
śmierci Zbawiciela na krzyżu. Jeśli będziemy mieć w sobie pragnienie
wynagrodzenia i poprawy oraz jeszcze pilniejszego podążania za Panem wtedy
głębiej przeżyjemy nasze nawrócenie. Ono ma pomóc w dalszej drodze duchowego
rozwoju.
W naszym życiu mamy się nauczyć
rozpoznawać Mistrza, ponieważ On zawsze przychodzi, kiedy chcemy rozpocząć na
nowo z Nim drogę. Co to znaczy rozeznawać obecność Pana w naszym życiu. Bóg jest każdego dnia
przy każdym, kto pragnie Jego obecności: w wydarzeniach dnia codziennego, w
ludziach, których spotykamy, w swoim Słowie, sakramentach, Ofierze Mszy Świętej.
Na wiele sposobów pragnie nam zwrócić uwagę na Siebie pośród codziennych
obowiązków, trzeba tylko umieć Go zauważyć, przyjąć łaski, którymi obdarza
nieustannie i zatrzymać się pośród wielu zaplanowanych prac. Moim zadaniem jest
rozeznawać nieustanną obecność, dostrzegać łaski, które zawsze pierwsze
pomagają zwrócić myśli w stronę Pana Boga.
Najważniejsze to odnaleźć w codzienności miłość, którą mnie obdarza i
ciągłą obecność pomimo upadków i zdrad. To poznanie miłości Bożej uwrażliwia
duszę na bliskość, wtedy sam zaczynam zadawać sobie pytania: ” Jak ja
odpowiadam na Jego obecność w moim życiu?.” „Czy moje nawrócenia są
prawdziwe, czy pozorne?.” Może po wyznaniu grzechów uważam, że sprawa
załatwiona i mogę dalej kroczyć tą samą drogą. Może sam chciałbym narzucić Panu
swoje plany i swoją drogę, którą sobie ułożyłem? Czy w moim życiu zamiast iść
za Jezusem nie pragnę Go „prowadzić” według swojej wizji, może moje
serce jest zachwaszczone zmartwieniami, żądzami i pracami tak absorbującymi, że
Jezus musi zejść na drugi plan? Czy odkryłem grzech, który najbardziej rani
Pana? Co jest moją największą raną, która prowadzi do odejścia?
Pan Jezus podobnie jak uczniów, nie
zostawia mnie samego z moimi przeszkodami i upadkami, będzie pomagał mi
odgadnąć stan mojego serca. Duch Święty przez sumienie pokaże grzechy i
niewierności. Pokaże miejsca upadków, które stają się początkiem odejść. Jezus na krzyżu wziął na siebie mój grzech,
dlatego go dobrze zna i daje łaskę aby go pokonać, tylko trzeba słuchać słów pouczenia. W sakramencie pokuty
czeka nie tylko na wyznanie grzechów, On nie potępia, lecz z miłością pragnie
wzmocnić i uzdrowić serce, aby mogło z
głębszą miłością iść na „spotkanie w Galilei” wspólnie z każdym z
nas.
Kontemplując Ukrzyżowanego, trzeba mieć
świadomość, że to mój brak miłości zadał te rany, ale miłość Pana Jezusa
zwyciężyła zło i przypomnieć sobie słowa proroka Izajasza: „Oto wyryłem
cię na obu dłoniach” (Iz 49, 16) Jak chciałbym wynagrodzić Jezusowi? O co
chciałbym Go teraz prosić?
